Okiem eksperta

Małgorzata Berwid

Małgorzata Berwid od lat wykonuje zawód animatora kultury. Zajmuje się tworzeniem programów w redakcji dziecięcej TVP1. Twórczyni uwielbianego przez dzieci programu Moliki Książkowe, w którym w nowatorski sposób zachęca do czytania książek. Współtworzyła program Ciuchcia, którego bohaterami byli  Kulfon i żaba Monika. Małgorzata Berwid na szeroką skalę szerzy ideę czytelnictwa. Uhonorowana przez Fundację Cała Polska Czyta Dzieciom statuetką Fundacji za ogromny wkład w rozwój kampanii społecznej propagującej czytanie. Bierze udział w tysiącach spotkań z dziećmi, na których czyta książki, a także przekazuje im najważniejsze wartości liczące się w ich młodym życiu. Laureatka Orderu Uśmiechu.



Dla bardzo młodego czytelnika samodzielne czytanie jest przepustką do świata dorosłych. Ale żeby po pierwszych radosnych uniesieniach „mamo, tato, już umiem sam (sama) czytać” pojawiło się przyzwyczajenie, codzienna chęć i nawyk czytania, musimy trochę małemu czytelnikowi pomóc. W ten właśnie sposób utrwalimy w nim dobre nawyki.

Uważnie słuchajmy, nie krytykujmy, bo młody czytelnik może się zrazić. Czasami lepiej nic nie mówić, ale uśmiechnąć się z akceptacją, wtedy dziecko samo chętnie wprowadzi nas w swój zaczarowany świat książki.

Ludzie, którzy czytają, roztaczają wokół siebie piękno i harmonię, dzięki czytaniu sami stają się piękni, i to może być dodatkowy argument dla dziecka.

Wspierajmy nasze pociechy w  samodzielnym czytaniu, uczestnicząc w tym ważnym wydarzeniu poprzez głośne czytanie wspólnie z dzieckiem. Taki sposób spędzania czasu niezwykle zbliża dzieci i rodziców, tworzy niepowtarzalną więź emocjonalną, a ponadto daje ogromne korzyści małemu dziecku.

Powtarzam to z uporem maniaka, przekazałam swoje przemyślenia organizatorom akcji i dzielę się nimi z Państwem – nie dlatego, że wiem lepiej, ale dlatego, że sprawdziłam na wielu małych osobnikach, jak wychować Mola KsiążkowegoJ.
Gdy dziecko samodzielnie czyta na głos, słyszy siebie, oswaja się ze swoim głosem, przestaje się go bać, zaczyna nad nim panować, bawić się nim, wypróbowywać różne możliwości interpretacji, przekazywania emocji. Poznaje nowe słowa, uczy się je wymawiać. Jest to świetne ćwiczenie logopedyczne.

Mały czytelnik mimowolnie zwraca uwagę na ortografię i interpunkcję.
Gdy czytamy na głos, jesteśmy bardziej skupieni, lepiej wykorzystujemy nasz mózg.

Dorosły także odnosi korzyści ze wspólnego głośnego czytania, gdyż poprawia swoją dykcję i pogłębia relację z dzieckiem.
Widząc, jak my bawimy się tekstem, mały czytelnik zaczyna traktować książkę jako propozycję przyjemnego spędzania czasu.

Dlaczego tak namawiam do wspólnego głośnego czytania?

Bo poza osobistymi doświadczeniami otrzymałam inny dowód na wynikające z niego korzyści. Otóż w roku 1999 poznałam Alice Miller, pisarkę. Byłam zachwycona jej polszczyzną, wiedząc, że od kilkudziesięciu lat mieszka poza Polską i rzadko ma możliwość mówienia po polsku. Alice powiedziała mi, że codziennie przez godzinę czyta sobie po polsku na głos.
Powyższa historia jest potwierdzeniem moich obserwacji, dlatego zachęcam – bawmy się razem z naszym dzieckiem w czytanie na głos.

Oczywiście ważne jest samodzielne czytanie, ale żeby było ono naprawdę skuteczne i żeby nasza pociecha chciała spędzać w ten sposób czas, najpierw my musimy się trochę w to zaangażować.

Mam troje dzieci, które wyrosły na moli książkowych: Sybilla, naukowiec, nauczyła się czytać, mając 6 lat, w oczekiwaniu na swoją siostrę. Wymyśliła sobie, że będzie czytać noworodkowi. Gdy Zuzia przyszła na świat, Sybilla siadała przy kołysce i czytała na głos. Aż tu nagle przychodzi do mnie oburzona, że Zuzia jest niedobra, bo wcale jej nie słucha, tylko ciągle śpi. Na szczęście zachowanie noworodka nie zraziło Sybilli do samodzielnego czytania. Bawiłyśmy się tekstem i ta pasja w niej pozostała. Jej sześcioletnia córeczka Audrey również świetnie czyta, a czytanie na głos pomogło jej pokonać pewną wadę wymowy. Zuzia została psychologiem klinicznym z zamiłowaniem do lektury i z trójki jej własnych dzieci najstarsza Emilka (8 lat) pochłania książki, czyta je młodszemu rodzeństwu, a ja z radością dostarczam im kolejne pozycje. Mój syn Jędrek, gimnazjalista, także odkrył radość czytania i zabawy tekstem, lubi nawet czytać publicznie.

Dlaczego napisałam o swoich dzieciach? Bo nie jestem teoretykiem popularyzacji czytania, lecz z radością dzielę się sposobami na wychowanie mola książkowego. Będąc w  ciąży, czytałam dużo radosnych książek, czytałam moim nienarodzonym dzieciom na głos, głaszcząc je po główkach przez mój brzuch. Brzmi to absurdalnie, ale to prawda – wszystko, co robimy, i to, jak się zachowujemy w czasie tych niezwykłych dziewięciu miesięcy, ma wpływ na nasze maleństwo. Kiedy nasłucha się ono ładnych wierszy i opowieści, po urodzeniu nie będzie miało innego wyjścia, jak szybko chwycić za książkę i samodzielnie ją przeczytać.



© Egmont Polska